"Uczta u Sanah" - rozmowa z realizatorem światła Tomaszem Sierotko

  • 2022-08-02

Dzisiaj wracamy wspomnieniami do wyjątkowej trasy koncertowej - "Uczta u Sanah", gdzie podczas ostatniego kon-certu z trasy, na warszawskim Torwarze, mieliśmy wyjątkową okazję porozmawiać z projektantem oświetlenia Tomaszem Sierotko z Art Light Group, odpowiedzialnym za oprawę wizualną.

Firma Art Light Group zajmuje się reżyserią światła i realizacją widowisk teatralnych, koncertów oraz imprez okolicznościowych, współpracuje z takimi artystami jak: Julia Pietrucha, LemON, Igor Herbut, Natalia Przybysz, Natalia Kukulska czy Sanah.

Jeśli jesteście ciekawi skąd Tomek czerpie inspiracje? Jakie kryteria są dla niego ważne przy wyborze urządzeń? Co sprawia, że trasa koncertowa "Uczta u Sanah" jest show jakiego jeszcze w naszym kraju nie było? Jak wygląda współpraca z Zuzanną Jurczak (Sanah)? oraz chcecie poznać zabawne sytuację, które miały miejsce podczas trasy, koniecznie przeczytajcie poniższy artykuł.

Zacznijmy jednak od początku i przedstawmy Zuzannę Jurczak, tym którzy nie mieli okazji jej jeszcze poznać. Sanah To jedna z najciekawszych wokalistek z nurtu tzw. quality pop na polskiej scenie. Może pochwalić się niepowtarzalnym stylem pisania piosenek – w warstwie tekstowej z wdziękiem i humorem łączy młodzieżowy slang z poezją, muzycznie jak z rękawa sypie chwytliwymi, przebojowymi melodiami. Autorka jednego z największych hitów w polskiej muzyce pop ostatnich lat – „Szampan” oraz niezliczonych przebojów, wśród których znajdują się: „Melodia”, „No sory”, „Ale jazz!”, „ten Stan” czy „kolońska i szlugi”.

Trasa w której mieliśmy okazję uczestniczyć to 11 wyjątkowych koncertów pod względem muzycznym, jak i wizualnym podczas których Artystce towarzyszyła 10-osobowa orkiestra smyczkowa POLISH SOLOISTS. Ostatni koncert z trasy odbył się 8 lipca na warszawskim torwarze, a wsród gości artystki, znaleźli się: Vito Bambino, Artur Rojek, Igor Herbut, Natalia Grosiak, Daria Zawiałow...

 

Jakie były Twoje początki w branży oświetleniowej?
Dwadzieścia parę lat temu zatrudniłem się, zaciągnąłem się do teatru Leszka Mądzika , do Sceny Plastycznej KUL, gdzie generalnie nie było aktorów. Były tylko osoby noszące scenografie. Coś opiera się na świetle, na koncepcyjnym świeceniu. Bardzo dziwnym, bardzo dla mnie wtedy dziwnym, ponieważ, między  na przykład 2 a 3 procent przechodziło się w czasie dwóch, trzech minut światła między 2 a 3 procent. Więc tak zacząłem swoją karierę, jeżeli chodzi o światło, choć światłem interesowałem się już wcześniej, bo już wcześniej robiłem amatorskie spektakle w teatrze w Giżycku, to tam już kombinowaliśmy ze światłem i robiliśmy różne dziwne rzeczy z tymże światłem, a później jakoś to poszło. Odszedłem z teatru i zacząłem współpracować z Budką Suflera, z firmą Ligtech, a potem zacząłem pracować z braćmi i wtedy założyłem firmę Art. Light Group, myśląc o tym, żeby przenieść całą tą koncepcję teatru do życia koncertowego. Wcześniej większość koncertów odbywała się na zasadzie freestajlowego świecenia, a ja chciałem przenieść tą koncepcję reżyserii światła do koncertów i wydaje mi się, że to udało się. Oczywiście nie jestem pierwszym, który to robił, ale wydaje mi się, że jednym z pierwszych, którym to się zaczęło, udawać lepiej. Co więcej. I tak już dwadzieścia lat prawie prowadzę firmę, 15 lat prowadzę firmę Art. Light Group. Mieliśmy bardzo dużo artystów w swoim czasie u siebie w firmie, około szesnastu artystów, cztery różne teatry. Generalnie Art Light Group to nie ja, to po prostu grupa ludzi, którzy mają jeden wspólny cel, żeby tworzyć fajne rzeczy, robić fajne rzeczy i pod tym hasłem się spotkaliśmy. Więc to nie jest jednoosobowa firma, w której ja wszystko reżyseruje, ale każdy ma też takie same prawo głosu. I tak działamy do dziś. Tak to wygląda mniej więcej.
Czy postrzegasz się jako artystę?
Tak, wydaje mi się, że tak. Jestem malarzem światła. Każdy z nas jest artystą, każdy kto cokolwiek robi związanego ze sztuką, jest w pewnie sposób artystą. Nie ma definicji artysty jako takiego, a my reżyserzy światła malujemy światłem, więc jakby na swój sposób jesteśmy artystami. Tak to trzeba traktować, nie jako rzemiosło, jak akustyków, którzy są inżynierami dźwięku, czyli nie ukrywajmy… inżynier dźwięku a reżyser światła, jest znacząca różnica. Nabijam się oczywiście, szanuje wszystkich akustyków i pozdrawiam z tego miejsca, wszystkich moich przyjaciół realizatorów i reżyserów dźwięku. Wszyscy wiedzą, że lubie się z tego nabijać.
Co jest źródłem Twoich pierwszych inspiracji przy tworzeniu oświetlenia?
Wiesz co muzyka, muzyka którą dostaje. Ja mam tak, że jeżeli słyszę muzykę, widzę od razu obrazy, przestrzenie, akcenty i to mi się rzuca w oczy i dopiero na bazie tego, później buduje sobie jakąś koncepcje światła, show, co chce zrobić w danym koncercie, co chce wykorzystać, ale pierwsze od czego zaczynam to od muzyki, jeżeli muzyka do mnie nie przemawia to nie siadam do tego projektu, bo to nie ma sensu. Czyli najpierw muzyka, później plan w głowie, jak już mam obrazy w głowie, które chce zrobić, to zastanawiam się czym je namalować? Dobrym przykładem jest obraz, jeśli masz w głowie to co chcesz namalować, to potem szukasz do tego techniki, czy to będzie szkic czy to będą pastele i w zależności od tego czym chce to namalować, takich urządzeń używam. Czy są to przykładowo urządzenia żarowe, wyładunki, tudzież ledy. W zależności co chcę zrobić w danym momencie. Ale zawsze na początku jest obraz w głowie, stworzony za pomocą muzyki.
Czy pomiędzy kolejnymi koncertami na trasie, wprowadzasz jakieś zmiany?
Tak! Cały czas poprawiam, aż do ostatniego koncertu. Nawet dzisiaj jeszcze, a jest 12 koncert z trasy Sanah i jeszcze dziś wprowadzałem kolejne poprawki, bo jeszcze coś bym zmienił, jeszcze dodał. Niektóre rzeczy, które mi się na początku podobały, już się teraz opatrzyły i wydaje mi się, że nie są dobre, więc do końca, do ostatniego koncertu w trasie następują zmiany.
Opowiedz nam trochę o sprzęcie, jakie kryteria są dla Ciebie ważne pod kątem wyboru urządzeń?
Musi działać. Pierwsze i najważniejsze to to, że musi działać! Nie musi być to drogie urządzenie, ważne, żeby spełniało funkcję, którą chce, żeby spełniało. Jeśli chce mieć washa to super jeśli to jest markowy, dobry wash, ale dla mnie najważniejsze jest to, że ma odpowiednio świecić, nasycać barwą scenę i przestrzeń. Jeśli chodzi o spoty, to ja lubię jasne rzeczy, ponieważ łatwiej jest potem ścieniać niż go pogrubiać, dlatego jak mam zapas mocy to wtedy wiem z czego schodzić, ale jeżeli tej mocy brakuje i musisz szukać gdzieś luk w ambiencie, to to jest trudne. Dlatego lubię mocne urządzenia, dlatego lubię ROBE Pointe. Ja kocham to urządzenie, bo to jest tak wielofunkcyjne urządzenie, że naprawdę robi dobrą robotę.  Tutaj mam również Sharpy Plusy i jest to kawałek dobrego urządzenia. Wielkie i ciężkie, ale jasne a przez to dobre.

Jakie były Twoje początki w branży oświetleniowej?

Dwadzieścia parę lat temu zaciągnąłem się do teatru Leszka Mądzika, do Sceny Plastycznej KUL, gdzie generalnie nie było aktorów. Były tylko osoby noszące scenografie. Coś co opiera się na świetle, na koncepcyjnym świeceniu. Bardzo dziwnym, bardzo dla mnie wtedy dziwnym, ponieważ, między 2 a 3 procent światła przechodziło się na przykład w czasie dwóch, trzech minut. Więc tak zacząłem swoją karierę, jeżeli chodzi o światło, choć światłem interesowałem się już wcześniej, bo już wcześniej robiłem amatorskie spektakle w teatrze w Giżycku, to tam już kombinowaliśmy ze światłem i robiliśmy różne dziwne rzeczy z tymże światłem, a później jakoś to poszło. Odszedłem z teatru i zacząłem współpracować z Budką Suflera, z firmą Ligtech, a potem zacząłem pracować z braćmi i wtedy założyłem firmę Art. Light Group, myśląc o tym, żeby przenieść całą tą koncepcję teatru do życia koncertowego. Wcześniej większość koncertów odbywała się na zasadzie freestajlowego świecenia, a ja chciałem przenieść tą koncepcję reżyserii światła do koncertów i wydaje mi się, że to udało się. Oczywiście nie jestem pierwszym, który to robił, ale wydaje mi się, że jednym z pierwszych, którym to się zaczęło, udawać lepiej. Co więcej. I tak już prawie dwadzieścia lat prowadzę firmę Art Light Group. Mieliśmy bardzo dużo artystów w swoim czasie u siebie w firmie, około szesnastu artystów, cztery różne teatry. Generalnie Art Light Group to nie ja, to po prostu grupa ludzi, którzy mają jeden wspólny cel, żeby tworzyć fajne rzeczy, robić fajne rzeczy i pod tym hasłem się spotkaliśmy. Więc to nie jest jednoosobowa firma, w której ja wszystko reżyseruje, ale każdy ma też takie same prawo głosu. I tak działamy do dziś. Tak to wygląda mniej więcej.


Czy postrzegasz się jako artystę?

Tak, wydaje mi się, że tak. Jestem malarzem światła. Każdy z nas jest artystą, każdy kto cokolwiek robi związanego ze sztuką, jest w pewnie sposób artystą. Nie ma definicji artysty jako takiego, a my reżyserzy światła malujemy światłem, więc jakby na swój sposób jesteśmy artystami. Tak to trzeba traktować, nie jako rzemiosło, jak akustyków, którzy są inżynierami dźwięku, czyli nie ukrywajmy… inżynier dźwięku a reżyser światła, jest znacząca różnica. Nabijam się oczywiście, szanuje wszystkich akustyków i pozdrawiam z tego miejsca, wszystkich moich przyjaciół realizatorów i reżyserów dźwięku. Wszyscy wiedzą, że lubie się z tego nabijać.


Co jest źródłem Twoich pierwszych inspiracji przy tworzeniu oświetlenia?

Wiesz co muzyka, muzyka którą dostaje. Ja mam tak, że jeżeli słyszę muzykę, widzę od razu obrazy, przestrzenie, akcenty i to mi się rzuca w oczy i dopiero na bazie tego, później buduje sobie jakąś koncepcje światła, show, co chce zrobić w danym koncercie, co chce wykorzystać, ale pierwsze od czego zaczynam to od muzyki, jeżeli muzyka do mnie nie przemawia to nie siadam do tego projektu, bo to nie ma sensu. Czyli najpierw muzyka, później plan w głowie, jak już mam obrazy w głowie, które chce zrobić, to zastanawiam się czym je namalować? Dobrym przykładem jest obraz, jeśli masz w głowie to co chcesz namalować, to potem szukasz do tego techniki, czy to będzie szkic czy to będą pastele i w zależności od tego czym chce to namalować, takich urządzeń używam. Czy są to przykładowo urządzenia żarowe, wyładunki, tudzież ledy. W zależności co chcę zrobić w danym momencie. Ale zawsze na początku jest obraz w głowie, stworzony za pomocą muzyki.


Czy pomiędzy kolejnymi koncertami na trasie, wprowadzasz jakieś zmiany?

Tak! Cały czas poprawiam, aż do ostatniego koncertu. Nawet dzisiaj jeszcze, a jest 12 koncert z trasy Sanah i jeszcze dziś wprowadzałem kolejne poprawki, bo jeszcze coś bym zmienił, jeszcze dodał. Niektóre rzeczy, które mi się na początku podobały, już się teraz opatrzyły i wydaje mi się, że nie są dobre, więc do końca, do ostatniego koncertu w trasie następują zmiany.


Opowiedz nam trochę o sprzęcie, jakie kryteria są dla Ciebie ważne pod kątem wyboru urządzeń?

Musi działać. Pierwsze i najważniejsze to to, że musi działać! Nie musi być to drogie urządzenie, ważne, żeby spełniało funkcję, którą chce, żeby spełniało. Jeśli chce mieć washa to super jeśli to jest markowy, dobry wash, ale dla mnie najważniejsze jest to, że ma odpowiednio świecić, nasycać barwą scenę i przestrzeń. Jeśli chodzi o spoty, to ja lubię jasne rzeczy, ponieważ łatwiej jest potem ścieniać niż go pogrubiać, dlatego jak mam zapas mocy to wtedy wiem z czego schodzić, ale jeżeli tej mocy brakuje i musisz szukać gdzieś luk w ambiencie, to to jest trudne. Dlatego lubię mocne urządzenia, dlatego lubię ROBE Pointe. Ja kocham to urządzenie, bo to jest tak wielofunkcyjne urządzenie, że naprawdę robi dobrą robotę.  Tutaj mam również Sharpy Plusy i jest to kawałek dobrego urządzenia. Wielkie i ciężkie, ale jasne a przez to dobre.

 

Co sądzisz o listwie ledowej Claypaky Tambora Batten?

Kocham je! Kocham Tambora do tego stopnia, że zakochałem się w nich właśnie teraz i na najbliższą trasę Zuzi zabieram Tambory. Na letnich brzmieniach, będzie ich trochę, bo ja lubię takie rzeczy. Zresztą sam mam swoje pixelbary marki Xeos, ale no nie ukrywajmy one są już przestarzałe i zdecydowanie słabsze. Tambora Batten spełnia dokładnie te funkcje, pikselowości, pojedynczych wąskich oczek, także jest to bardzo fajne urządzenie budujące przestrzeń. Fajnie rysuje przestrzeń i jest dobre.

 

Jak wygląda Twoja współpraca z Zuzanną Jurczak - Sanah? pracujesz sam w ciszy i na końcu prezentujesz efekt, czy omawiasz z danym artystą każdy krok?

Na jednych z pierwszych zajęć filozofii, uczysz się Historii filozofii, po to żeby nie wyważać otwartych drzwi ja tą samą praktykę stosuje w relacjach z artystami. Po co mam coś wymyślać, jeśli artysta ma już na siebie pomysł, więc po prostu trzeba go posłuchać i jakby dopracować to co on chce. Oczywiście jeżeli nie ma kompletnie pojęcia o tym jak ma wyglądać jego koncert to wtedy ja tworzę wszystko od zera, ale generalnie jest tak że słucham artystów, słucham czego chcą. Kiedyś Zuzia (Sanah) przyszła do mnie i powiedziała, że chce deszcz. Odpowiedziałem: Zapraszam! będziemy mieli deszcz. Tak więc tak to działa.

 

Co sprawia, że trasa koncertowa ,,Uczta u Sanah” jest show jakiego jeszcze w naszym kraju nie było?

Wszystko. Sama Zuzia jest artystką, której w naszym kraju jeszcze nie było. Jest skromna, prawdziwa, szczera i zabija tą szczerością ze sceny. Dodatkowo technika jaka tutaj jest, jako pierwsi użyliśmy deszczu w Polsce. Nie było tego wcześniej, deszczownice które są i które grają teraz w Polsce w trasach koncertowych, został sprowadzony specjalnie dla nas, na naszą trasę. Mamy dużo konfetti dlatego że to uczta,  niektórzy twierdzą że za dużo jest tego wszystkiego, ale jak może być za dużo skoro jest to uczta. Sam trasa koncertowa nazywa się „Uczta u Sanah” więc musi być dużo, grubo i na maxa. Laserów nie używamy jako pierwsi bo już było odczarowane wcześniej, wielu moich znamienitych kolegów używa laserów, ale też warto pokazać że są takie rzeczy, że jest woda, że używamy ciężkiego dymu, że jest śnieg i jakby jest wszystko co może być. No nie używamy ognia, jeszcze! ale jeśli chodzi o wszystkie takie efekty specjalne to jest tego dużo. Jest kinesis, ruszająca się krata, wielopoziomowa scena. Chociażby fakt, że fortepian jest na 6 metrze nad ziemią. To już robi dużą robotę, nie wiedziałem jeszcze takich koncertów, gdzie tak wysoko się buduje scenę. Chodź nasza Gąska z poprzedniej trasy też była monstrualna i też robiła robotę, więc pod tym względem przecieramy szlaki dla innych, że scena nie zawsze musi mieć płaska, mieć zwykły prosty wybieg, na przodzie sceny może wisieć wiadro wody, mogą być bańki mydlane z dymem, może być dużo dziwnych rzeczy, trzeba tylko chcieć i po prostu jak głosi motto naszej firmy granicą jest wyobraźnia, więc ogranicza nas tylko to co sobie wymyślimy.

 

Skoro postawiliście tak wysoko poprzeczkę, czym jeszcze zaskoczycie nas podczas kolejnych koncertów?

Skromnością, następna trasa koncertowa będzie bardzo skromna, bardzo wyrównana i tyle. Skromnością.

 

Co było Twoim przełomowym momentem w karierze?

Przełomowym momentem w mojej karierze była i jest współpraca z Igorem Herbutem i zespołem LemON oraz  zrobienie trasy, do kolejnej płyty. Tam Igor pozwolił mi na pełną dowolność tego co zrobić, zaufał mi do końca. Był to pierwszy raz kiedy ja wymyśliłem sobie, że mimo tego, że mam urządzenia inteligentne z mieszaniem kolorów, to trasa będzie po prostu czarno-biała i będziemy używać tylko białego światła, we wszystkich temperaturach barwowych od 3600 Kelwinów do 6000. Używaliśmy tylko białego światła, cała trasa oparta była na białym świetle. Były tam też moje pierwsze patenty ze spadającą kotarą, cieniami, wjeżdżającym ekranem z przodu i wizualizacjami przed artystami. Dużo takich rzeczy, na które Igor mi pozwolił. Na tej trasie udowodniłem sobie, że potrafię i od tamtej pory przestałem po prostu gonić króliczka, bo to jest najtrudniejsze w naszej branży i zarówno jeśli chodzi o akustyków, świetlików, reżyserów światła, reżyserów dźwięku, żeby udowodnić sobie, że się potrafi, bo potem już nie trzeba nic udowadniać. Potem już można tylko robić fajne rzeczy.

 

Może na koniec dasz się namówić na uchylenie rąbka tajemnicy i zdradzisz nam jakieś ciekawe, być może zabawne zdarzenia, które miały miejsce podczas trasy?

Co chwila są zabawne wydarzenia podczas tej trasy. Na pierwszym koncercie mieliśmy źle ustawione maszyny i operator kamery który znajdował się po prawej stronie, najpierw został cały obsypany śniegiem sztucznym, potem został od razu oblepiony konfetti i jak już prawie się z tego wydobył, to został obrzucony bańkami mydlanymi i znowu oblepiony konfetti i znowu bańki i znowu konfetti a na koniec jeszcze deszcz, więc ciężka praca.

 

Czym dla ciebie jest Scena Jutra?

Scena Jutra takim fajnym projektem gdzie… no jak ja zaczynałem świecić to nie było czegoś takiego jak szkoła świecenia. Jakby człowiek się uczył tego od innych, podpatrywał kolegów, słuchał rad, bazował na swoim jakimś doświadczeniu, a to jest takie coś, co jakby podnosi poprzeczkę w naszym kraju jeśli chodzi o oświecenie i pokazuje jak to robić. Ja uwielbiam chodzić na seminaria organizowane przez Scenę Jutra i spotykać się z ludźmi którzy robią kosmiczne rzeczy, bo ja z tego dużo czerpie, jakby nie muszę wyważać otwartych drzwi, pewne rzeczy ludzie już wymyślili i tak zwyczajnie wystarczy o tym posłuchać, a potem tak robić i tyle,  także szanuję koncepcję.

 

Jakie są Twoje cele na kolejne lata?

Moje cele na kolejne lata? Aż tak daleko nie wybiegam. Działać, dalej działać, robić fajne rzeczy z fajnymi ludźmi i wymyślać fajne projekty.

 

Rozmowa została przeprowadzona dnia 08.06.2022 na COS Torwar w Warszawie.

Już wkrótce rozmowa pojawi się również w formie audio.

Powiązane

Strona używa technologii, takich jak pliki cookies do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Chcemy aby prezentowane przez nas treści i reklamy były możliwie najlepiej dopasowane do Twoich preferencji. Jeśli nie blokujesz tych plików, zgadzasz się na ich użycie i zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj - możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak zmian w ustawieniach przeglądarki oznacza wyrażenie zgody. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności. Rozumiem